Wpis

środa, 06 kwietnia 2011

o tym dlaczego nie wierzę w the office bez michaela

ej wiecie co? właśnie wpadłam na informację, że w finałowym odcinku siódmej serii The Office pojawią się gościnnie Ray Romano i James Spader. to ciekawe, szczególnie, że już od jakiegoś czasu wiadomo, że w odcinku tym wystąpią też Ricky Gervais i Will Arnett, nie wspominając o goszczącym w serialu na cztery odcinki Willu Ferellu. nie wiem jak dla was, ale dla mnie jest to już tłum, w którym obawiam się, będzie mi trudno wyłowić kogokolwiek spośród stałej obsady, no chyba, że o to właśnie chodzi.

 

 

tym, którzy nie wiedzą skąd mi się wziął ten temat tłumaczę, że ostatni odcinek siódmej serii The Office będzie jednocześnie ostatnim, w którym zobaczymy Michaela Scotta, granego przez Steve'a Carella. aktor już dawno temu stwierdził, że ma dość tej zabawy i się z niej wymiksował, przy czym wielu fanów i krytyków odchodziło od zmysłów, zastanawiając się czy też serial sobie bez niego poradzi. zgadnijcie co odpowiadali na to twórcy? że jasne, poradzi sobie, przecież to tylko człowiek, a każdego da się zastąpić. jedno było pewne od początku - brak Carella nie obniży jakoś drastycznie poziomu serialu, który ostatnio odnotował gigantyczny spadek formy i w zasadzie trudno patrzeć na niego bez żalu. teraz jest pewne jeszcze jedno - że producenci, scenarzyści i ekipa zrobią wszystko, żeby się w ramówce utrzymać. brak Michaela nie spowoduje kataklizmu. przynajmniej nie od razu, bo przecież w jego miejsce może zawsze pojawić się ktoś inny i to na dodatek bardziej charyzmatyczny. a najlepiej 10 takich osób na raz.

 

siódmy sezon to jak oglądanie pogrzebu drogiego nam przyjaciela, na którym to (pogrzebie) zdarzają się nawet fajne momenty i zabawne przemówienia bliskich / znajomych, ale to jednak pogrzeb i śmiać się tak w sumie nie ma z czego. każdy kolejny odcinek to kolejny eksperyment na widzu, eliminujący mniej lub bardziej postać Scotta, skupiający uwagę na innych wątkach i postaciach i przygotowujący fanów na nieodwracalną zmianę. zmianę, która nastąpi już niedługo i z której konsekwencjami zmierzyć się będziemy musieli jeszcze przez co najmniej jeden sezon (bo The Office właśnie niedawno dostało od stacji NBC kolejną pełną serię).

 

i mówcie co chcecie i wciśnijcie tam w ten finał pół hollywood, albo i nawet całe. i mówcie, że jestem ortodoksem (czasem trzeba) i że mam umysł ściśnięty a nie otwarty jak należy, ale ja sobie The Office bez Michaela Scotta nie wyobrażam. i już.

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
watchit
Czas publikacji:
środa, 06 kwietnia 2011 15:36

Polecane wpisy

Kalendarz

Listopad 2018

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    

Kanał informacyjny

stat4u

Opcje Bloxa